REKLAMA

Prawie 20 tysięcy ofiar śmiertelnych w wypadkach drogowych w 2024 roku to liczba, która – mimo delikatnego spadku – wciąż pokazuje skalę problemu. Te statystyki są testem dla determinacji całej Unii Europejskiej. Oceniają, czy polityka „wizji zero” rzeczywiście przekłada się na skuteczne działania. Aby zrozumieć sytuację, trzeba nie tylko wskazać twarde liczby, ale także przyjrzeć się trwałym różnicom pomiędzy krajami oraz trendom, które kształtują europejskie drogi.
W 2024 roku na terenie UE zginęło 19 940 osób. To spadek o dwa procent względem poprzedniego roku. Średni wskaźnik śmiertelności wyniósł 45 zgonów na milion mieszkańców, co potwierdza, że Unia Europejska nadal należy do najbezpieczniejszych regionów świata. Za tą średnią kryją się jednak ogromne dysproporcje. Skandynawia konsekwentnie utrzymuje się w czołówce, z najlepszym wynikiem Szwecji (20 zgonów na milion mieszkańców) i Danii (24). Z drugiej strony Rumunia i Bułgaria pozostają na końcu zestawienia, odpowiednio 78 i 74 zgony na milion mieszkańców. To pokazuje, jak silnie wewnętrznie podzielona jest Europa pod względem bezpieczeństwa drogowego.
Ostatnie trzy lata przyniosły jedynie symboliczne zmiany. W 2022 roku odnotowano około 20 600 ofiar. Rok później liczba ta spadła do około 20 400, a w 2024 roku do niespełna 19 940. Dane wskazują, że choć kierunek jest właściwy, skala postępów jest zbyt mała. Liczba ofiar zatrzymała się na niemal niezmiennym poziomie około 20 tysięcy rocznie. To wyraźny sygnał, że dotychczasowe działania nie przynoszą oczekiwanych rezultatów i potrzeba wyraźnego przyspieszenia.
Unia Europejska od lat wyznacza jasne cele: do 2030 roku liczba ofiar śmiertelnych i ciężko rannych powinna spaść o połowę względem 2019 roku, a do 2050 roku Europa ma osiągnąć status „wizji zero”. Rzeczywistość jest daleka od tych założeń. Od 2019 roku liczba ofiar spadła o 12 procent, co daje około 2360 osób mniej. Aby osiągnąć cel na 2030 rok, roczny spadek musi wynosić 4–5 procent, podczas gdy obecne tempo to jedynie 1–2 procent. Komisja Europejska mówi o tym wprost: postęp jest zbyt wolny, a ryzyko niezrealizowania celów rośnie. To jasny sygnał, że europejski system bezpieczeństwa drogowego potrzebuje konsekwentnego wdrażania polityk, a nie tylko ich projektowania.
Komisja Europejska nie pozostawia wątpliwości: stagnacja w danych o liczbie wypadków jest alarmująca. Podkreśla, że wiedza i narzędzia są dostępne, ale niewystarczająco wykorzystywane. Wskazuje trzy obszary, które wymagają natychmiastowego działania. Pierwszym jest infrastruktura, szczególnie w krajach z najsłabszymi wynikami, gdzie potrzebne są inwestycje w bezpieczne drogi i skrzyżowania. Drugim jest skuteczne egzekwowanie przepisów, zwłaszcza prędkości i trzeźwości. Trzecim obszarem są technologie bezpieczeństwa, które powinny szybciej trafiać do pojazdów na rynku UE. Dane z państw członkowskich są bardzo nierówne. Litwa i Łotwa odnotowały znaczące spadki liczby ofiar, odpowiednio o 22 i 19 procent. Z kolei Estonia zanotowała wzrost o 17 procent. Również pierwsze półrocze 2025 roku potwierdza tę różnorodność. W Polsce, Czechach czy Grecji trend jest pozytywny, ale w części państw sytuacja znowu się pogorszyła.
Dane za rok 2024 pokazują Europę, która odnotowuje realne, ale zbyt wolne postępy. Pomimo pozycji globalnego lidera, tempo zmian nie wystarcza do osiągnięcia celów wyznaczonych przez Unię Europejską. Za każdą statystyką kryje się ludzka tragedia, dlatego redukcja liczby ofiar musi pozostać priorytetem. Wymaga to współpracy rządów, samorządów, branży transportowej i samych kierowców. Tylko konsekwentne działania i determinacja pozwolą zmienić europejskie drogi w przestrzeń naprawdę bezpieczną.
REKLAMA
REKLAMA
Wiedza i Praktyka Sp. z o.o.
ul. Łotewska 9a
03-918 Warszawa