REKLAMA

Czytaj też:
Sprawa wśród ekspertów budzi wątpliwości. Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna” obowiązek podawania danych o zatrudnieniu wprowadziła dla firm transportowych Unia Europejska. Chodziło o to, żeby sprawdzić, czy firmy przestrzegają przepisów. Dziś już z tych danych nie korzysta, ale nadal trzeba je przekazywać.
Dlaczego zbierano te dane? Cel by taki, aby je brać pod uwagę przy obliczaniu, jak często przewoźnik popełnia poważne naruszenia przepisów o wykonywaniu przewozów drogowych. Ale po drodze zmieniły się przepisy. Teraz nie liczba pracowników jest brana pod uwagę, a liczba pojazdów. Przepisy się zmieniły, a obowiązek zbierania danych pozostał. Brzmi absurdalnie, ale tak jest.
Co można zrobić z takimi danymi? GITD na pytanie DGP wyjaśnia, że są one udostępniane na zapytania różnych uprawnionych organów. Zdaniem dziennika, ponieważ chodzi o dane o liczbie zatrudnionych, można się domyślać, że najczęściej są one wykorzystywane przez PIP i skarbówkę. Niby nikt nie powinien być zaskoczony, bo po to te urzędy są, i wiadomo, że sprawdzają, ale jednak zastanawiamy się: czy co bardziej wrażliwi na oznaki braku zaufania państwa do obywatela mogą odczuwać pewien dyskomfort?
Jesteśmy ciekawi Państwa opinii na ten temat. Piszcie na adres:
REKLAMA
REKLAMA
Wiedza i Praktyka Sp. z o.o.
ul. Łotewska 9a
03-918 Warszawa