REKLAMA

Logo strony

Ukryte koszty drogi, czyli przychodzi kierowca do psychologa

Dariusz Pradut
12.12.2025

rajba b
Wywiad z psychologiem i wykładowcą akademickim Collegium Witelona Uczelnia Państwowa Beatą Rajbą na temat kryzysu zdrowotnego i społecznego kierowców zawodowych.

− Jakie problemy zdrowotne mają zawodowi kierowcy?

Problemy kardiologiczne ma ponad 40% kierowców, a około 30% zmaga się z dolegliwościami gastrycznymi, wynikającymi z jedzenia w pośpiechu i w trasie. Dochodzi do tego także depresja i inne zaburzenia.

− To porozmawiajmy o depresji. Czy wielu kierowców ma ten problem?

−I tu właśnie pojawia się trudność, by precyzyjnie określić, ilu kierowców faktycznie boryka się z depresją. Badania amerykańskie wskazują, że jest to najbardziej narażona na depresję grupa zawodowa – najbardziej ze wszystkich. W USA kierowcy są na pierwszym miejscu, a zaraz po nich maklerzy giełdowi.

− A w Polsce?

− Polskie badania tego nie potwierdziły. Myślę jednak, że po prostu tego nie wychwyciły. Według nich kierowcy mają depresję jedynie dwukrotnie częściej niż przeciętny człowiek, czyli mówimy o kilkunastu procentach. Uważam, że to niedoszacowane dane. Na podstawie danych zachodnich można szacować, że problemy psychiczne dotyczą około jednej trzeciej, może jednej czwartej kierowców.

− Dlaczego niedoszacowane?

Z badaniami są różne kłopoty. Było jedno badanie, które wykazało, że około 6% kierowców ma kliniczne objawy depresji, jednak moim zdaniem to wynik wątpliwie niski. Dlaczego przypuszczam, że wynik był niedoszacowany? Bo ostry, nasilony stres deklarowało 72% badanych, a chroniczne zmęczenie 68%.

− Co to oznacza?

− Że przy tak wysokich wartościach objawów przeciążenia psychicznego odsetek depresji powinien być wyraźnie wyższy. Naprawdę wyraźnie wyższy.

− Czy to oznacza, że kierowcy starają się ukryć depresję? Że się do niej nie przyznają i to w jakiś sposób fałszuje wyniki?

− Jest to bardzo możliwe.

− A jeśli wielu kierowców zawodowych ma depresję, to co to dla nas oznacza?

− Ma to poważne konsekwencje. Po pierwsze, depresja zabija. Niszczy powoli zdrowie. Po drugie może prowadzić do zagrożenia także dla innych. Okazuje się bowiem, że kierowcy z depresją, zwłaszcza starsi, częściej podejmują bardziej ryzykowne zachowania na drodze. Ale trzeba tu wyraźnie podkreślić, że chodzi nie tylko o depresję. Mogą cierpieć też na wiele innych zaburzeń.

- Niepokojące rzeczy Pani opowiada. Nawet bardzo. Czy przyczyny tego zjawiska mają związek ze specyfiką codziennej pracy kierowców?

-U podstaw problemu leży toksyczne sprzężenie zwrotne. Warunki pracy, jak choćby chroniczny brak dobrego snu, nie tylko wyczerpują kierowcę, lecz także prowokują go do ryzykownych zachowań i niezdrowych nawyków żywieniowych. W ten sposób powstaje błędne koło. Jeden problem rodzi kolejny. Stres, zmęczenie i pogarszający się stan fizyczny wzajemnie się napędzają, systematycznie osłabiając zarówno zdrowie psychiczne, jak i fizyczne osób spędzających życie w trasie. Zmęczeni źle śpią i tak to się samo nakręca.

− Z czego to wynika?

−Z wielu czynników. Przede wszystkim kierowcy mają bardzo ograniczone warunki do dobrego wypoczynku. Wysypianie się w kabinie jest trudne, bo dookoła panuje zarówno hałas, jak i światła przeszkadzają, choć ktoś może myśleć, że się przyzwyczaił. Ale kabiny często nie da się całkowicie wyciszyć i zaciemnić. Do tego dochodzi codziennie nowe, niestabilne otoczenie oraz niepokój o to, co dzieje się wokół pojazdu. Wszystko to sprawia, że kierowca nie regeneruje się tak, jak powinien.

− Liczne włamania do tirów, olbrzymi problem kierowców w Europie, z pewnością nie sprzyjają spokojnej pracy.

−Kierowcy, jeśli obawiają się kradzieży czy włamań, to śpią tak naprawdę z tzw. jednym okiem otwartym. Taki kierowca niby śpi, ale cały czas „czuwa”. Taki sen jest płytki i nie daje pełnej regeneracji. Do tego dochodzi przekraczanie czasu pracy oraz sama specyfika jazdy: monotonna, jednostajna, a jednocześnie wymagająca ogromnej koncentracji.

− To z powodu tej monotonności zdarza się, że niektórzy kierowcy uciekają w takie zachowania, jak oglądanie filmu na tablecie podczas jazdy? Często piszą o tym w mediach społecznościowych inni kierowcy, nie przebierając w słowach przy krytyce takiego zachowania.

−Tak. Chcą, żeby było im choć trochę ciekawiej, szukają dodatkowej stymulacji. Dochodzą do tego zaburzenia odżywiania. Kierowcy są szczególnie narażeni na nadwagę. Dotyczy to dwóch na trzech osób. To po części efekt siedzącego trybu życia, ale przede wszystkim nieregularnych, niezdrowych posiłków. Żeby zjeść coś ciepłego, są skazani na stacje benzynowe, a tam trudno o zdrowe jedzenie. Jedzą mało warzyw, zazwyczaj zbyt tłusto i z przewagą węglowodanów. Efekt to miażdżyca i choroby układu krążenia, które dodatkowo pogarszają funkcjonowanie mózgu.

− W Ameryce jest taki trend, żeby na parkingach dla kierowców budować siłownie. Ma to pomóc w trosce o zdrowie, zredukować stres.

−To są plenerowe siłownie. No i teraz zobaczmy, co mamy w tej chwili na zewnątrz: temperatura minus 4 stopnie, gdzieś śnieg. To nie są dobre warunki do ćwiczenia. Owszem, one się sprawdzają, ale gdy są odpowiednie warunki atmosferyczne.

Okazuje się jednak, że problemy kierowców wykraczają daleko poza sferę fizyczną i zawodową, dotykając także podstawowych aspektów ich życia społecznego i rodzinnego.

− Może Pani to rozwinąć?

Przez znaczną część dnia pracy kierowca jest odizolowany w kabinie. Ma jakiś kontakt z innymi, ale jakość tego kontaktu jest bardzo słaba. A jednocześnie dochodzi do odizolowania od rodziny i to jest tak naprawdę największy problem. Rodzina po prostu odzwyczaja się od ich obecności. Zostawiają żony same z dziećmi, ze wszystkimi problemami i całą logistyką domową.

− Trochę jak marynarz.

−Tak, tylko że marynarz wyjeżdża na wiele miesięcy, a później przyjeżdża na przykład na dwa miesiące. Natomiast tutaj jest człowiek, który przyjeżdża raz na dwa tygodnie na parę dni. I zarówno dzieci mają mu za złe, kiedy są starsze, bo kontakt jest utrudniony, jak i żona, która musi być tytanką logistyki domowej. I to jest klasyka, pojawia się w każdej rozmowie z kierowcą: on przyjeżdża do domu, chciałby odpocząć, a żona już ma całą listę – tutaj kran cieknie, tutaj trzeba pojechać do marketu. A kiedy mamy do czynienia z nastolatkiem na odległość, to on po prostu się rozłączy i nie odbierze telefonu, nie ma możliwości reakcji. W domu jest inaczej. Gdy zbuntowany nastolatek pójdzie do pokoju i trzaśnie drzwiami, to ojciec może pójść za nim.

− I taki nastolatek ma pretensje, że ojca nie ma w domu…

− Tak. A ojciec kierowca sobie myśli, że oni nie są mu wdzięczni, choć zarabia taką kasę, że ich na wszystko stać. Dlatego nawet 70% kierowców w Polsce myśli o zmianie pracy. Są statystyki zachodnie, w których było, że wynik to nawet 80%.

− Skoro problemy są tak głębokie i dotykają niemal każdej sfery życia, pojawia się pytanie, dlaczego tak trudno jest je rozwiązać. Czy to grupa skłonna szukać pomocy?

− Nie. To grupa, która chętnie narzeka i oczekuje, że ktoś zauważy jej problemy. Natomiast gdy pojawiają się konkretne rozwiązania, reakcja bywa taka: „co psycholog może mi pomóc?”. A nawet jeśli psycholog coś podpowiada, słyszy: „tego się nie da zrobić”. Mamy tu więc do czynienia z pewnym treningiem bezradności: oczekiwaniem, że problemy zostaną rozwiązane za nich. Na przykład: „rozumiem, że mam dobrze jeść, ale co mam zrobić?”. Albo: „rozumiem, ale żona powinna zrozumieć, że jestem zmęczony i nie mam ochoty naprawiać cieknącego kranu”.

− A co można z tym zrobić? No bo przyjdzie kierowca na terapię…

−Nie tak prędko.Najpierw robimy mapę czynników ryzyka, czyli które czynniki są stresogenne. Wpisujemy problemy z relacjami, czyli taką mapę zawodową, ale też mapę prywatną i mapę dolegliwości fizycznych. To jest bardzo ważne, dlatego że akurat u kierowców zawodowych ta część fizyczna jest bardzo obciążona. Na podstawie tej mapy pracujemy nad rozwiązaniami tam, gdzie się je uda wdrożyć.

− Proszę o przykład.

− Pracujemy nad kompetencjami miękkimi, na przykład komunikacją z rodziną czy z dzieckiem. Dla jednego z pacjentów przełomem było to, że nauczył się okazywać zainteresowanie swojemu nastolatkowi. Doszło do tego, że nastolatek codziennie, wracając ze szkoły, dzwoni i opowiada o swoim dniu. Druga kwestia to higiena życia: porządne zaciemnienie kabiny, przygotowanie zdrowych posiłków, dodanie do obchodu ciężarówki krótkiego spaceru i kilku ćwiczeń fizycznych. Potem przeprowadzamy ewaluację. Jeśli zmiany wystarczająco pomagają i życie staje się znośne, to dobrze. Jeżeli nie – zastanawiamy się, co nie zadziałało.

− A jeśli te metody nie wystarczą?

Wtedy patrzymy też w przeszłość, co zadecydowało o tym, że ten człowiek ma dodatkowo problemy. Czasami jest tak, że oni też mają ciężką przeszłość za sobą, na przykład jakieś traumy, wypadek. To bywa przesłanką do normalnej, klasycznej terapii.

-− Oni są w trasie, ale dziś jest bogata możliwość terapii online. Pandemia pokazała, że taka terapia też jest skuteczna.

−Oczywiście, że tak. Przy czym niekoniecznie od początku to ma być psychoterapia. Po wstępnym wywiadzie decydujemy, czy człowiek potrzebuje bardziej psychologa, który pracuje sytuacyjnie, czy psychoterapię. A czasem potrzebny jest psychiatra. I tutaj pojawia się kolejny problem: bardzo często kierowcy boją się, że nie będą mogli wykonywać swojej pracy po lekach, co jest nieprawdą.

− Albo że będą mieli dziwne wpisy w papierach.

−Właśnie. Istnieje taka obawa. Tak. Jest obawa, że nie będą mogli prowadzić. To nie jest prawdą, dlatego że psychiatra, wiedząc, że ma do czynienia z kierowcą zawodowym, dobierze takie leki, które nie upośledzają uwagi. Zaleci takie dawki, które pozwolą dalej wykonywać swoją pracę.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał

Autor

Dariusz Pradut

Dziennikarz

Słowa Kluczowe

Słowa kluczowe

REKLAMA

Loading...
Loading...

REKLAMA

Logo strony

Kontakt

Wiedza i Praktyka Sp. z o.o.

ul. Łotewska 9a

03-918 Warszawa

Obserwuj nas
Copyright 2026 © Wszelkie prawa zastrzeżone
;;