REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Wiedza i Praktyka Sp. z o.o.
ul. Łotewska 9a
03-918 Warszawa
REKLAMA
REKLAMA

Przewoźnicy zwracają jednak uwagę, że problem jest znacznie szerszy. Wysokie koszty zatrudnienia kierowców, opłaty drogowe, obciążenia fiskalne i administracyjne oraz niskie marże powodują, że polskim firmom coraz trudniej konkurować z przewoźnikami z innych państw Europy Środkowo-Wschodniej. Branża obawia się, że dalszy wzrost cen diesla może jeszcze pogorszyć tę sytuację.
„Jeżeli diesel będzie kosztował 10 zł za litr, staniemy się jednym z najdroższych uczestników rynku transportowego w UE” – mówi Jan Buczek, prezes ZMPD w rozmowie z Radio ZET.
Rosnące ceny paliwa mają bezpośredni wpływ na koszty wykonywania przewozów. Dla przedsiębiorców transportowych nie jest to jednak wyłącznie kwestia ceny widocznej na pylonie stacji. Im wyższe koszty działalności, tym trudniej zaoferować stawkę konkurencyjną wobec firm działających w innych państwach Unii Europejskiej.
„W Polsce ceny paliw w coraz większym stopniu nie są kształtowane przez mechanizmy rynkowe, lecz przez decyzje polityczne państwowego monopolisty” – powiedział Jan Buczek.
Jak wskazał, w przeszłości zdarzało się, że ceny paliw w Polsce wyraźnie odbiegały od sytuacji na światowych rynkach. Jego zdaniem podobne zjawisko można obserwować obecnie, ponieważ spadki cen ropy nie przekładają się w odpowiednim stopniu na ceny paliw na polskich stacjach.
„Komu i czemu służy utrzymywanie tak wysokiego poziomu cen i kto ostatecznie czerpie z tego korzyści?” – pytał prezes ZMPD.
Zwrócił przy tym uwagę, że transport drogowy ma znaczenie nie tylko dla gospodarki, lecz także dla bezpieczeństwa państwa. W sytuacjach kryzysowych, również o charakterze militarnym, przewoźnicy odpowiadają za utrzymanie ciągłości dostaw i sprawne funkcjonowanie gospodarki.
W tym kontekście pojawia się pytanie, czy polski transport drogowy jest odpowiednio uwzględniany w planach państwa na wypadek kryzysu oraz czy krajowi przewoźnicy są traktowani jako zasób potrzebny do zapewnienia ciągłości dostaw.
Jednocześnie krajowe przedsiębiorstwa transportowe muszą mierzyć się z rosnącą konkurencją firm zza wschodniej granicy. Zdaniem prezesa ZMPD przewoźnicy ze Wschodu mają szerokie możliwości wykonywania przewozów i w wielu przypadkach korzystają z rozwiązań pozwalających im skutecznie konkurować z polskimi przedsiębiorcami na rynku europejskim.
W ocenie branży deklaracje dotyczące wsparcia polskiego transportu nie przynoszą oczekiwanych efektów.
„Polska branża transportowa jest dziś jak wyspa” – mówi Jan Buczek.
Konkurenci skutecznie obsługują międzynarodowe procesy handlowe i logistyczne, podczas gdy polskie firmy coraz mocniej odczuwają presję kosztową. Jednym z największych obciążeń pozostają koszty zatrudnienia kierowców, które – w porównaniu z konkurentami z Europy Środkowo-Wschodniej – należą do najwyższych.
Jak wskazuje ZMPD, poziom tych kosztów jest w dużej mierze następstwem decyzji regulacyjnych i politycznych, a nie wyłącznie sytuacji rynkowej. Do kosztów pracy dochodzą obecnie również wysokie ceny paliwa.
Jeżeli diesel osiągnie poziom 10 zł za litr, polskie przedsiębiorstwa mogą znaleźć się wśród najdroższych uczestników rynku transportowego w Unii Europejskiej.
Przewoźnicy mogą próbować przenosić rosnące koszty na klientów poprzez podnoszenie stawek frachtowych. Możliwości w tym zakresie są jednak ograniczone. Zleceniodawcy porównują ceny i mogą wybrać firmę, która wykona transport taniej.
Jeżeli koszt usługi oferowanej przez polskiego przewoźnika będzie wyraźnie wyższy niż w przypadku firmy z Litwy, Czech, Rumunii czy Węgier, zlecenie może trafić do konkurencji. Branża obawia się więc, że dalszy wzrost cen paliwa w Polsce może bezpośrednio przełożyć się na utratę zleceń na rynku europejskim.
W rozmowie poruszono również temat programu CPN – „Ceny Paliwa Niżej”. Jak wyjaśnił Jan Buczek, tego rodzaju rozwiązanie jest korzystniejsze dla odbiorców indywidualnych, którzy ponoszą koszt paliwa w cenie brutto.
W przypadku firmy transportowej sytuacja wygląda inaczej. Przedsiębiorca rozlicza VAT, dlatego czasowe zmniejszenie jego stawki nie musi oznaczać proporcjonalnego obniżenia rzeczywistych kosztów prowadzenia działalności.
Z punktu widzenia przewoźnika ważniejszy jest więc koszt netto paliwa. Zdaniem branży działania wspierające transport powinny być konstruowane właśnie z tej perspektywy.
Jednym z proponowanych rozwiązań jest częściowy zwrot akcyzy zawartej w cenie paliwa wykorzystywanego w profesjonalnym transporcie drogowym, na wzór mechanizmów funkcjonujących w wielu państwach europejskich.
Jeżeli bezpośrednie obniżenie cen paliwa nie jest możliwe, branża oczekuje innych działań zmniejszających presję kosztową, m.in. ograniczenia wybranych obciążeń fiskalnych i administracyjnych ponoszonych przez przedsiębiorców transportowych.
Kolejnym problemem wskazanym przez prezesa ZMPD jest rozbudowany łańcuch pośredników pomiędzy zleceniodawcą a firmą, która faktycznie wykonuje przewóz.
Przewoźnik musi spełnić wiele wymagań związanych z prowadzeniem działalności. Musi posiadać odpowiednie licencje i zabezpieczenia finansowe, w tym gwarancję w wysokości 9 tys. euro za pierwszy pojazd i 5 tys. euro za każdy kolejny. Do tego dochodzą koszty zakupu i utrzymania pojazdów, zatrudnienia kierowców, ubezpieczeń, serwisu, podatków oraz opłat drogowych.
Firma musi również finansować działalność przez wiele tygodni, zanim otrzyma zapłatę za wykonaną usługę.
Jednocześnie pomiędzy głównym zleceniodawcą a przewoźnikiem może funkcjonować kilku, a w niektórych przypadkach nawet kilkunastu pośredników. Każdy z nich pobiera część wynagrodzenia w postaci własnej marży.
W efekcie kwota zapłacona przez głównego zleceniodawcę jest dzielona pomiędzy kolejnych uczestników łańcucha, natomiast przedsiębiorca faktycznie wykonujący przewóz może otrzymać wynagrodzenie niewiele wyższe od poniesionych kosztów.
„Nie może być tak, że największe ryzyko gospodarcze, odpowiedzialność i koszty ponosi przedsiębiorca, który fizycznie realizuje przewóz, podczas gdy kolejne podmioty w łańcuchu zarabiają na tej usłudze bez ponoszenia porównywalnego ryzyka” – podkreślił Jan Buczek.
Jan Buczek przypomniał również, że problemy branży nie zaczęły się wraz z ostatnimi wzrostami cen paliwa.
W 2022 roku w Polsce wdrożono postanowienia Pakietu Mobilności – europejskich regulacji, których jednym z celów było wyrównanie warunków i kosztów prowadzenia działalności transportowej. W ocenie ZMPD jednym ze skutków tych zmian było znaczące zwiększenie kosztów pracy ponoszonych przez polskie przedsiębiorstwa transportowe.
Zdaniem branży problem ten do dziś nie został rozwiązany. Obecny rząd deklaruje działania na rzecz poprawy sytuacji transportu drogowego, jednak – w ocenie prezesa ZMPD – podejmowane rozwiązania mają charakter fragmentaryczny.
Branża oczekuje długofalowego podejścia obejmującego nie tylko ceny paliwa, ale również koszty zatrudnienia, podatki, opłaty drogowe i obciążenia administracyjne. ZMPD zwraca także uwagę na niewystarczający dialog z branżą ze strony Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
Polscy przewoźnicy działają na wspólnym rynku europejskim, na którym o wyborze wykonawcy w dużej mierze decyduje koszt usługi. Jednocześnie muszą ponosić rosnące wydatki związane z zatrudnieniem kierowców, paliwem, opłatami drogowymi oraz obowiązkami fiskalnymi i administracyjnymi.
Jeżeli koszt wykonania przewozu przez polską firmę będzie wyraźnie wyższy niż u konkurentów z Litwy, Czech, Rumunii czy Węgier, część zleceń może trafić do innych przewoźników.
Dlatego – jak wskazuje ZMPD – potrzebna jest długofalowa polityka dotycząca transportu drogowego, która uwzględni zarówno warunki prowadzenia działalności przez przedsiębiorców, jak i znaczenie tej branży dla gospodarki oraz bezpieczeństwa kraju.
ZMPD