REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Wiedza i Praktyka Sp. z o.o.
ul. Łotewska 9a
03-918 Warszawa
REKLAMA
REKLAMA

– Wyniki ankiety pokazują brutalną prawdę: polska branża transportowa coraz częściej funkcjonuje w warunkach gospodarczej przemocy, gdzie przewoźnik – zamiast być partnerem – staje się stroną podporządkowaną, bez realnego wpływu na warunki współpracy. To nie jest już nierównowaga – to systemowe nadużycie, które niszczy fundamenty rynku i bezpieczeństwo całego łańcucha dostaw – komentuje Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska.
W badaniu TLP wzięły udział firmy transportowe z całej Polski, realizujące przewozy krajowe i międzynarodowe. Aż 95% ankietowanych wskazało, że w umowach lub zleceniach przewozowych pojawiają się zapisy niekorzystne albo krzywdzące dla przewoźnika.
Problem dotyczy m.in. nierównego podziału obowiązków, odpowiedzialności i kar umownych. Według przewoźników w wielu przypadkach warunki współpracy są ustalane przede wszystkim z uwzględnieniem interesów zleceniodawcy.
– Nie akceptujesz warunków zlecenia, wypadasz z gry, a towar zawiezie ktoś inny – to rzeczywistość, w której funkcjonuje dziś większość firm transportowych – komentuje Wroński. – Na dodatek rynkową przewagę naszych kontrahentów wzmacnia długotrwały, 2 letni, kryzys na rynku przewozów drogowych w Europie.
Aż 88% badanych firm deklaruje, że nie ma realnego wpływu na warunki zawieranych umów. Przewoźnicy otrzymują gotowe dokumenty przygotowane przez zleceniodawcę, bez możliwości wprowadzenia zmian.
W praktyce firma transportowa często staje przed prostym wyborem: zaakceptować warunki albo zrezygnować ze zlecenia. To ogranicza możliwość zabezpieczenia własnych interesów i ryzyka biznesowego.
Kolejnym problemem są zadania wykraczające poza sam przewóz. 74% ankietowanych wskazuje, że przewoźnicy i kierowcy wykonują dodatkowe czynności bez dodatkowej zapłaty.
Trzy czwarte ankietowanych przewoźników wskazuje, że przewoźnicy i ich kierowcy są obciążani dodatkowymi obowiązkami, wykraczającymi poza usługę transportu: załadunkiem, rozładunkiem, czy obsługą należącego do kontrahenta wózka widłowego – mówi Beata Gorczyca, dyrektor ds. komunikacji Transport i Logistyka Polska. – Co gorsza bez dodatkowej zapłaty, odpowiedniego przeszkolenia czy zabezpieczenia ryzyka. Zleceniodawcy przerzucają odpowiedzialność, a przewoźnik traci czas, zasoby i pieniądze.
Ponad 56% firm potwierdza, że w kontraktach pojawiają się kary za opóźnienia także wtedy, gdy ich przyczyna nie zależy od przewoźnika.
Może chodzić m.in. o opóźnienie załadunku, sytuację na drodze, awarię, wypadek czy kontrolę graniczną. W efekcie przewoźnik może ponieść konsekwencje finansowe mimo prawidłowego wykonania swoich obowiązków.
Jeszcze większym ryzykiem dla firm transportowych są zapisy przewidujące kary przekraczające wartość przewozu. Z takimi warunkami zetknęło się ponad 60% ankietowanych.
- Ponad 60% firm spotkało się z zapisami o karach umownych przekraczających wartość zlecenia. A to znaczy, że przewoźnik może nie tylko nie otrzymać wynagrodzenia za wykonaną usługę, ale także zostanie zmuszony do dołożenia do tej usługi – zapłaty dodatkowej kwoty na rzecz swojego kontrahenta. W skrajnych przypadkach jedna nieprzewidziana sytuacja może zniszczyć małą firmę, zwłaszcza przy niewielkich marżach i rosnących kosztach. – tłumaczy Maciej Wroński.
46% firm deklaruje, że regularnie spotyka się z sytuacjami, w których nadawca, załadowca lub odbiorca nie ponosi odpowiedzialności za swoje błędy i zaniedbania.
Dotyczy to również przypadków, gdy z winy kontrahenta dochodzi do naruszenia zasad przewozu drogowego. Koszty, odpowiedzialność za dokumentację, opóźnienia czy skutki nieprawidłowości mogą wówczas obciążyć przewoźnika.
59% respondentów uważa, że główną przyczyną problemu są zleceniodawcy wykorzystujący swoją przewagę rynkową i presję czasu.
38% badanych wskazuje odpowiedzialność obu stron, przy czym podkreśla brak realnej alternatywy dla przewoźników. Zaledwie 2% ankietowanych uważa natomiast, że odpowiedzialność spoczywa wyłącznie na firmach transportowych, które akceptują niekorzystne warunki.
Według TLP obecne praktyki mogą mieć konsekwencje wykraczające poza relacje pomiędzy przewoźnikiem a zleceniodawcą.
Presja dotycząca terminów może zwiększać ryzyko naruszania przepisów o czasie pracy kierowców. Niekorzystne kontrakty mogą również pogłębiać problemy finansowe przewoźników i prowadzić do upadłości firm, które nie są w stanie ponosić coraz większego ryzyka.
Problem wpływa także na konkurencję. Firmy przestrzegające prawa i kalkulujące rzeczywiste koszty działalności mogą mieć trudności z konkurowaniem z przedsiębiorstwami akceptującymi każde warunki tylko po to, aby zdobyć zlecenie.
– Nie mamy już do czynienia z „twardym biznesem”. To czysta przemoc gospodarcza, która dotyka setek tysięcy kierowców i przedsiębiorców. Branża, opinia publiczna i władze państwowe nie mogą już dłużej milczeć i udawać, że nic się nie dzieje. Czas na przeciwdziałanie tej patologii – apeluje Maciej Wroński.
Transport i Logistyka Polska zapowiada przekazanie wyników badania władzom publicznym, Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz organizacjom międzynarodowym zajmującym się standardami pracy i konkurencji.
Organizacja chce również pracować nad dobrymi standardami współpracy pomiędzy przewoźnikami i ich kontrahentami. Zleceniodawcy stosujący takie zasady mogliby wykorzystywać je nie tylko do budowania pozytywnego wizerunku, lecz także jako element przewagi konkurencyjnej.
TLP