REKLAMA

Zimą kierowcy ciężarówek znajdują się w sytuacji bez wyjścia. Prawo drogowe nakazuje usunięcie śniegu i lodu z dachu pojazdu przed jazdą, ale przepisy BHP jednoznacznie zakazują wchodzenia na dach naczepy bez odpowiednich zabezpieczeń. W efekcie kierowca ponosi pełną odpowiedzialność za stan pojazdu, choć w praktyce nie ma legalnych i bezpiecznych narzędzi, by ten obowiązek wykonać samodzielnie. To problem, który dotyczy nie tylko kierowców, ale także właścicieli firm transportowych i kadry zarządzającej.
W okresie intensywnych opadów dachy naczep szybko pokrywają się śniegiem i lodem. Taki pojazd stanowi zagrożenie w ruchu drogowym, ponieważ zamarznięte bryły mogą spaść na inne auta. Jednocześnie usunięcie śniegu z wysokości około 4 metrów wiąże się z bardzo dużym ryzykiem dla samego kierowcy.
Polskie przepisy jasno definiują pracę na wysokości jako pracę wykonywaną powyżej 1 metra nad ziemią. Dach naczepy znajduje się zwykle na wysokości około 4 metrów, co oznacza, że każda próba wejścia na niego jest pracą na wysokości i podlega rygorystycznym zasadom BHP. Rozporządzenie Ministra Pracy w sprawie ogólnych przepisów BHP zabrania wykonywania takich prac bez odpowiednich zabezpieczeń.
Standardowa naczepa nie posiada stałych punktów asekuracyjnych, barierek ani mocowań do szelek bezpieczeństwa. Jej dach jest śliski, często oblodzony, i całkowicie niezabezpieczony. Dodatkowo przepisy wymagają użycia drabiny przy wejściu na wysokość. Drabina powinna wystawać co najmniej 0,75 m ponad krawędź dachu, co w przypadku naczepy oznacza konieczność użycia drabiny o długości około 5 metrów. Tymczasem przenoszenie przez jedną osobę drabiny dłuższej niż 4 metry również jest zabronione.
Podsumowując, przepisy BHP jednoznacznie zakazują kierowcy samodzielnego wchodzenia na dach naczepy w celu jej odśnieżenia. Kluczowe powody to:
Brak zabezpieczeń na dachu naczepy – brak barierek, punktów asekuracyjnych i mocowań do szelek, a także śliska powierzchnia dachu.
Praca na wysokości poza zakresem obowiązków – odśnieżanie dachu to praca na wysokości wymagająca przeszkolenia i zabezpieczeń, których kierowca zawodowy zwykle nie posiada.
Łamanie przepisów BHP nie jest jedynie formalnością. Wejście na ośnieżony lub oblodzony dach naczepy niesie ze sobą bardzo poważne zagrożenia. Dach zimą bywa śliski, a chwila nieuwagi może skończyć się poślizgnięciem. Upadek z wysokości około 4 metrów niemal może oznaczać ciężkie obrażenia, trwałe kalectwo, a w skrajnych przypadkach śmierć, zwłaszcza gdy podłoże jest oblodzone.
Na dachu naczepy nie ma żadnych elementów, które mogłyby posłużyć do asekuracji. Brak lin, siatek czy barierek oznacza, że utrata równowagi kończy się bezpośrednim upadkiem na ziemię. Do tego dochodzą konsekwencje finansowe i prawne. Jeśli kierowca ulegnie wypadkowi podczas nielegalnego odśnieżania, ZUS lub ubezpieczyciel mogą odmówić wypłaty świadczeń, uznając działanie za rażące naruszenie przepisów BHP.
Odpowiedzialność spada bezpośrednio na kierowcę także wtedy, gdy z dachu naczepy spadnie lód i dojdzie do kolizji lub wypadku.
Prawo o ruchu drogowym, a konkretnie art. 66, nakłada na kierującego pojazdem obowiązek dopilnowania, aby pojazd nie zagrażał innym uczestnikom ruchu. Obejmuje to konieczność usunięcia śniegu i lodu z dachu ciężarówki przed rozpoczęciem jazdy. Za brak odśnieżenia grożą mandaty sięgające 3000 zł oraz 10–12 punktów karnych, a w przypadku wypadku nawet kara pozbawienia wolności do 3 lat, a do 8 lat, jeśli ktoś zginie.
Problem polega na tym, że realizacja tego obowiązku często nie jest możliwa w sposób bezpieczny i zgodny z prawem. Firmy transportowe przerzucają odpowiedzialność na kierowców, służby kontrolne egzekwują efekt w postaci czystego dachu, ale infrastruktura umożliwiająca bezpieczne odśnieżanie praktycznie nie istnieje. Na większości parkingów i MOP-ów nie ma żadnych ramp, podestów ani stanowisk do tego przeznaczonych.
W efekcie kierowcy stosują prowizoryczne i ryzykowne metody, takie jak strącanie śniegu z ziemi tyczką, zsuwanie go od środka plandeki czy gwałtowne hamowanie. Są to rozwiązania mało skuteczne i potencjalnie niebezpieczne. Problem ma charakter systemowy i od lat pozostaje nierozwiązany.
Czy policja lub straż pożarna powinny pomagać w odśnieżaniu? Takie pytania – uzasadnione - padły w mediach społecznościowych.
Skoro kierowca nie może legalnie wejść na dach naczepy, pojawia się pytanie, kto powinien usunąć zagrożenie. W praktyce nie istnieją procedury, które nakładałyby na policję lub straż pożarną obowiązek odśnieżania pojazdów. Policja ogranicza się do kontroli i egzekwowania przepisów – może ukarać mandatami i nakazać usunięcie śniegu, ale nie zapewnia środków technicznych do wykonania tej czynności.
Straż pożarna interweniuje wyłącznie w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia lub mienia, na przykład gdy luźna tafla lodu może spaść na ludzi. Pomoc strażaków miałaby charakter incydentalny, podobny do usuwania sopli z budynków, a nie stałego wsparcia dla kierowców. Nie istnieje system, w którym służby regularnie odśnieżają naczepy ciężarówek.
Kierowcy pojazdów ciężarowych korzystają już z 25 urządzeń na sieci dróg szybkiego ruchu (24 rampy i 1 dmuchawa). To jednak wciąż za mało.
Gdzie są rampy:
Dariusz Woźnica
REKLAMA
REKLAMA
Wiedza i Praktyka Sp. z o.o.
ul. Łotewska 9a
03-918 Warszawa