REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Wiedza i Praktyka Sp. z o.o.
ul. Łotewska 9a
03-918 Warszawa
REKLAMA
REKLAMA

Komisja Europejska przedstawiła plan, który ma przyspieszyć przechodzenie z paliw kopalnych na energię elektryczną w transporcie, przemyśle i budownictwie. Udział energii elektrycznej w całkowitym zużyciu energii ma wzrosnąć z obecnych 23 proc. do 46 proc. w 2040 roku.
Według założeń elektryfikacja ma zmniejszyć zależność Europy od importowanych paliw, ograniczyć emisje i pozwolić Unii Europejskiej zaoszczędzić nawet 260 mld euro rocznie. Z punktu widzenia całej gospodarki brzmi to korzystnie. Dla branży transportowej droga do tych oszczędności może być jednak bardzo kosztowna.
Transport drogowy odpowiada za dużą część zużycia paliw, dlatego będzie jednym z sektorów najmocniej objętych zmianami. Przewoźnicy mogą być stopniowo zachęcani, a z czasem także zmuszani ekonomicznie, do wymiany pojazdów spalinowych na elektryczne.
Problem polega na tym, że elektryczna ciężarówka jest dziś znacznie droższa od pojazdu z silnikiem Diesla. Sam zakup auta nie kończy wydatków. Firma musi również zapewnić dostęp do ładowarek, odpowiednie przyłącze energetyczne, miejsce do ładowania oraz system zarządzania energią.
Dla dużych przedsiębiorstw może to być trudna, ale możliwa do udźwignięcia inwestycja. Dla mniejszych przewoźników może oznaczać utratę płynności, wzrost zadłużenia albo konieczność rezygnacji z działalności.
Koszty transformacji obejmują znacznie więcej niż samą wymianę floty. Przedsiębiorcy będą musieli uwzględnić między innymi:
W transporcie każda godzina postoju i każdy dodatkowy kilogram mają znaczenie. Rozwiązanie, które sprawdza się w samochodzie osobowym lub w dostawach miejskich, nie zawsze będzie równie skuteczne w transporcie ciężkim i międzynarodowym.
Jedną z największych barier pozostaje infrastruktura. Komisja zapowiada rozwój sieci elektroenergetycznych i szybsze podłączanie odbiorców, ale już dziś uzyskanie odpowiedniej mocy może trwać latami.
Ciężkie pojazdy potrzebują ładowarek o bardzo dużej mocy. Ich budowa wymaga nie tylko pieniędzy, ale również odpowiednich warunków technicznych. Nie każda baza transportowa jest przygotowana na takie obciążenie sieci.
Problem dotyczy również tras międzynarodowych. Przewoźnik musi mieć pewność, że kierowca znajdzie działającą ładowarkę, że nie będzie czekał w kolejce i że czas ładowania da się pogodzić z terminem dostawy oraz przepisami o czasie pracy.
Bez rozbudowanej i niezawodnej infrastruktury elektryfikacja może pogorszyć sprawność transportu zamiast ją poprawić.
Komisja wskazuje, że użytkowanie samochodu elektrycznego może być znacznie tańsze niż pojazdu spalinowego. Takie porównania nie zawsze odpowiadają jednak realiom transportu ciężkiego.
Sam plan przyznaje, że energia elektryczna bywa obecnie nawet trzy razy droższa od gazu. Jeżeli zapotrzebowanie na prąd gwałtownie wzrośnie, a sieci nie zostaną odpowiednio rozbudowane, firmy mogą zostać obciążone wysokimi cenami energii i dodatkowymi opłatami.
Niepewność dotycząca przyszłych cen prądu utrudnia obliczenie, czy inwestycja w elektryczną flotę rzeczywiście się zwróci. Przewoźnik może wydać ogromne środki na nowy pojazd, nie mając gwarancji, że jego eksploatacja będzie tańsza.
Plan przewiduje wykorzystanie programów leasingowych, środków z systemu handlu emisjami oraz Funduszu Klimatycznego Społecznego. Takie instrumenty mogą zmniejszyć część kosztów, ale nie rozwiązują wszystkich problemów.
Dopłata do zakupu pojazdu nie pokryje wydatków na infrastrukturę, modernizację bazy, przyłącze energetyczne ani ewentualne straty wynikające z krótszego zasięgu i dłuższych postojów.
Istnieje także ryzyko, że dostęp do wsparcia będzie wiązał się ze skomplikowanymi procedurami i warunkami, których mniejsze firmy nie będą w stanie spełnić. W efekcie największe podmioty skorzystają z dotacji, a mali przewoźnicy pozostaną z kosztami.
Zmiana napędu wpłynie również na codzienną pracę kierowców. Planowanie trasy nie będzie zależało tylko od czasu jazdy, odpoczynku i dostępności parkingów. Trzeba będzie również uwzględnić zasięg pojazdu, moc ładowarki, czas ładowania i możliwe kolejki.
Kierowcy będą musieli nauczyć się bardziej precyzyjnego zarządzania energią. Błędy w planowaniu mogą oznaczać opóźnienia, przestoje i problemy z realizacją zlecenia.
Jeżeli infrastruktura nie będzie odpowiednio rozwinięta, część odpowiedzialności za niedoskonałości systemu może w praktyce zostać przerzucona właśnie na kierowców i dyspozytorów.
Firmy transportowe nie będą w stanie samodzielnie pokryć wszystkich kosztów transformacji. Droższe pojazdy, energia, ładowarki i finansowanie inwestycji znajdą odbicie w cenach usług.
Oznacza to, że wzrosnąć mogą stawki transportowe, a następnie ceny przewożonych towarów. Ostatecznie część kosztów poniosą konsumenci.
Problem pojawi się zwłaszcza wtedy, gdy przewoźnicy spoza Unii Europejskiej nie będą podlegali porównywalnym wymaganiom. Europejskie firmy mogą utracić konkurencyjność, jeżeli będą musiały ponosić znacznie wyższe koszty prowadzenia działalności.
Komisja zapowiedziała również przegląd unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji. Zmiany w tym systemie mogą wpłynąć na ceny paliw i energii, a tym samym na koszty działalności transportowej.
Może powstać mechanizm silnej presji ekonomicznej: paliwa kopalne będą coraz droższe, a przejście na energię elektryczną nadal będzie wymagało bardzo wysokich nakładów. Przewoźnicy mogą więc znaleźć się między rosnącymi kosztami Diesla a kosztowną wymianą floty.
Ograniczenie emisji i zwiększenie niezależności energetycznej Europy są potrzebne. Nie można jednak zakładać, że firmy transportowe udźwigną każdą zmianę bez konsekwencji.
Elektryfikacja transportu musi być dostosowana do rzeczywistych warunków pracy przewoźników. Bez odpowiednich dopłat, rozbudowanej sieci ładowania, tańszej energii i długiego okresu przejściowego plan może doprowadzić do wzrostu cen, likwidacji mniejszych firm oraz osłabienia konkurencyjności europejskiego transportu.
Dla branży nie jest to wyłącznie zielona modernizacja. To jedna z najdroższych zmian technologicznych, z jakimi przewoźnicy będą musieli zmierzyć się w najbliższych latach.
Komisja Europejska
Dariusz Pradut