REKLAMA

Czytaj także: „Wirtualny dojazd” - jak uniknąć mandatu
Obraz, jaki zastali na miejscu strażacy, był dramatyczny – jedna z ciężarówek została niemal całkowicie zniszczona. Jej kabina wbiła się w tył naczepy poprzedzającego pojazdu z taką siłą, że jej fragmenty dosłownie „przykleiły się” do tylnej ściany naczepy. Kierowcy ciężarówek wyszli z wypadku bez większych obrażeń
Choć trudno w to uwierzyć, kierowcy obu pojazdów przeżyli. Jeden z nich – mimo ogromnych zniszczeń kabiny – wyszedł z kolizji praktycznie bez obrażeń. Drugi również nie doznał żadnych urazów. Można mówić o ogromnym szczęściu, które w takich okolicznościach zdarza się rzadko.
Z pojazdu, który uległ zniszczeniu, wysypał się przewożony ładunek, a drogę zablokowała kabina zepchnięta na bariery energochłonne. Ze względu na wyciek paliwa konieczne było wezwanie Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Chemiczno-Ekologicznego z JRG 2 Bydgoszcz. Łącznie w działaniach brało udział siedem zastępów straży pożarnej, a także Zespół Ratownictwa Medycznego, policja oraz służby drogowe zarządzające odcinkiem S5.
Dzięki wzorowej postawie kierowców stojących w korku, którzy prawidłowo utworzyli korytarz ratunkowy, wszystkie służby mogły szybko dotrzeć na miejsce. Działania zakończono w nocy, lecz droga została odblokowana dopiero następnego dnia, w godzinach popołudniowych.
Choć przyczyny wypadku nie zostały jeszcze oficjalnie podane, w środowisku kierowców zawodowych natychmiast pojawiły się pytania o to, co w podobnych wypadkach jest przyczyną. Wielu z nich w mediach społecznościowych i na forach branżowych pisze, że często jest to nieuwaga, wynikająca np. z korzystania z telefonu lub scrollowania ekranu
To zjawisko – choć powszechnie potępiane – wciąż się zdarza. Krótkie spojrzenie na ekran, szukanie playlisty, wiadomość od dyspozytora... wystarczy sekunda, by stracić czujność. Przy prędkości 80–90 km/h oznacza to pokonanie kilkudziesięciu metrów „na ślepo”. A to może oznaczać czyjeś życie.
Nie wiemy, co wydarzyło się w kabinie tej ciężarówki, ale jedno jest pewne: tylko ogromne szczęście sprawiło, że nikt nie zginął.
Codzienna rutyna, zmęczenie, powtarzalne trasy – to wszystko sprzyja chwilom rozproszenia. Ale za każdym razem, gdy dłonie kierowcy zawodowego sięgają po telefon, pojawia się ryzyko tragedii. Nie zawsze kończy się tak, jak na S5. Nie zawsze wystarczy szczęście.
Tym razem skończyło się szczęśliwie. Ale niech ten wypadek będzie dla nas wszystkich sygnałem ostrzegawczym.
REKLAMA
REKLAMA
Wiedza i Praktyka Sp. z o.o.
ul. Łotewska 9a
03-918 Warszawa